Mit pieniędzy publicznych i kiełbasa wyborcza

Mit pieniędzy publicznych i kiełbasa wyborcza

Rok 2019 to podwójny rok wyborczy. Już 26 maja idziemy głosować na listy partyjne europarlamentarzystów, a w IV kwartale roku wybierzemy naszych reprezentantów w sejmie krajowym.

 

Czytając ten artykuł dowiesz się:

  1. Jak działa budżet państwa.
  2. Skąd się biorą dochody i dlaczego państwo NIE DAJE.
  3. Ile będzie kosztować społeczeństwo kiełbasa wyborcza na przykładzie wybranych obietnic
  4. Jak można by obniżyć podatki?

 

Z tego powodu słyszymy co rusz… “ damy obywatelom…” ; “Unia daje”. Wiem dla większości z Was to oczywiste, ale z drugiej strony największe poparcie mają ugrupowania, które formułują swoje obietnice wyborcze właśnie w ten sposób.

 

“ Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy” – Margaret Thatcher (źródło)

 

Bo skąd państwo ma pieniądze? Z obowiązkowych danin płaconych przez podatników. Państwo nie działa jak przedsiębiorstwo, nie ma własnych pieniędzy. Nawet spółki skarbu państwa trudno uznać za generujące “państwowe” pieniądze, pomimo, iż wg. portalu money.pl w latach 2015-2017 wzrosła z 187 mld zł do 258 mld zł (a więc o 40%!) (źródło 1 oraz źródło 2)

 

Analiza szacunkowego budżetu państwa za 2018 rok (1000 mln = 1 mld)

 

W 2018 przychody budżetu państwa wyniosły 380 077,1 mln zł, z czego 349 866,5 mln pochodzi z podatków (m.in. PIT, CIT i akcyza itd.), 28 375,2 mln zł stanowią tzw. dochody niepodatkowe (takie jak:  opłaty, wpływy z ceł, dywidendę, wpłaty z zysku NBP, grzywny, mandaty i inne kary pieniężne.) oraz 1 835,4 mln zł środki z Unii Europejskiej niepodlegających zwrotowi (na wspólną politykę rolną i fundusze strukturalne). (źródło)

 

PIT 59 950,7 mln zł 15,8%
CIT 34 761,7 mln zł 9,2%
Inne wpływy podatkowe od instytucji finansowych 4 507,4 mln zł 1,2%
Akcyza, VAT 248 957,5 mln zł 65,8%
Środki UE 1 835,4 mln zł 0,5%
Dochody niepodatkowe: Cła, opłaty 28 375,2 mln zł 7,5%

Opracowanie własne na podstawie danych ministerstwa finansów o szacunkowym wykonaniu budżetu za 2018 r.

 

Opracowanie własne na podstawie danych ministerstwa finansów o szacunkowym wykonaniu budżetu za 2018 r.

 

Z powyższej analizy wynika, że zamiast używać sformułowań “publiczne pieniądze” oraz “państwo daje”, powinniśmy mówić “z pieniędzy obywateli”… Zatem obietnice wyborcze powinny brzmieć “ Z Waszych pieniędzy ofiarujemy wam świadczenia…”

 

Zatem, za co m.in zapłacili obywatele w 2018? (1000 mln = 1 mld)

 

Obsługa długu Skarbu Państwa 29 486,6 mln zł 8%
Rozliczenia z budżetem ogólnym UE z tyt. środków własnych 18 660,8 mln zł 5%
Dotacje dla Funduszu Emerytalno-Rentowego 17 099,5 mln zł 4%
Dotacje dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych 35 822,7 mln zł 9%
Subwencje ogólne dla jednostek samorządu terytorialnego 56 429,7 mln zł 14%
Całość wydatków 390 495,0 mln zł 100%

Opracowanie własne na podstawie danych ministerstwa finansów o szacunkowym wykonaniu budżetu za 2018 r.

 

Jak widać, analiza jest bardzo uproszczona i moim zdaniem nieco zaciemnia obraz sytuacji. Podano zaledwie 40 % informacji o tym gdzie te środki wylądowały.

 

Czy to nie niepokojące, że aż 8 % stanowią wydatki na samą obsługę długów?

 

Czy to nie niepokojące, że aż 13 % stanowią wydatki na deficyt ZUSu? (tak, tak w budżecie nie ujęto dochodów ze składek ZUS!)

 

Być może należałoby z skorzystać ze starszych bardziej klarownych opracowań, ale chciałem jednak, byśmy mieli jak najbardziej aktualne dane.

 

Lepiej to jednak wygląda na portalu https://www.mapawydatkow.pl/ , tyle ze ostatnie dane dotyczą 2016 roku. I tutaj jasno i klarownie z uwzględnieniem dochodów i wydatków wewnątrz ZUS, że największe wydatki to: emerytury i renty stanowią 31,05%; zdrowie 10,68% oraz finanse 10,02%. Dla porównania na obronę narodową tylko 3,65%. Jako Ciekawostkę również podam, że widać jak na wzrost wydatków w kategorii Pomoc Społeczna wpłynął program 500+, zanotowano wzrost wydatków o 23 040 mln zł, co stanowi o 50,89 % więcej niż 2015. I tak udział wydatków na pomoc Społeczną z 3,69% w 2015 osiągnął poziom 8,75 % w 2016.

 

Nowe obietnice czyli koszty “kiełbasy wyborczej”

 

Chyba każdy kto choć trochę się interesuje polityką,  słyszał o tzw. Piątce Kaczyńskiego? Zawiera szereg postulatów:

 

  1. Rozszerzenie programu 500+ również na pierwsze dziecko.
  2. 13 emerytury (1100 zł brutto).
  3. Zwolnienie PIT dla osób przed  26 rokiem życia.
  4. Podniesienie kwoty wolnej od podatku.
  5. Przywrócenie lokalnych połączeń autobusowych.

 

Koszt tego programu rząd wyliczył na 42 mld złotych, a przytoczeni w artykule na portalu money.pl ekonomiści banku PKO BP na 45 mld zł. Jest to znaczaca kwota jako, iż w 2018 roku przy dobrej koniunkturze gospodarczej mieliśmy 10 mld dziury budżetowej, finansowanej głównie pożyczkami. Realizacja tych obietnic zbliży nas z 0,5 % do ok. 3 % PKB deficytu budżetowego, a jest to wartość graniczna akceptowana przez Komisję Europejską. Piątka Kaczyńskiego może w krótkotrwałej perspektywie poprawić zwiększyć konsupcję, co wpłynie pozytywnie na wpływy m.in z VAT, a likiwdacja progów zarobkowych do otrzymania 500+, może spowodować brak opłacalności zaniżania swoich dochodów. Co do dłuższej perspektywy, dokładnie nie wiadomo, aczkolwiek istnieje szansa, że wystąpi zjawisko wzrostu cen (źródło). Jak finansują te obietnice? Najpewniej z nowych podatków.

 

Podobnie propozycje ma niedawno powstała partia Wiosna Roberta Biedronia:

 

  1. Minimalna emerytura 1600 zł.
  2. 500+ na każde dziecko.
  3. Podniesienie płacy minimalnej na 60 % średniej krajowej.
  4. Podwyższenie świadczeń dla osób z niepełnosprawnością.
  5. Podwyżki dla nauczycieli i inwestycje w infrastrukturę szkolną.

 

Przedstawiłem tylko część postulatów, ponieważ skupiam się tutaj na typowy obietnicach typu “Damy Wam”. Koszt tych obietnic szacowany jest na 35 mld.

 

Skąd pieniądze? Stopniowa likwidacja kopalń, a co za tym idzie dotacji z dla nich z budżetu państwa (ok. 8,5 mld złotych rocznie) czy likwidacja Instytutu Pamięci Narodowej, Wojsk Obrony Terytorialnej, likwidacja funduszu kościelnego oraz religii w szkole, z jednoczesnym opodatkowaniem kościoła (ok. 6 mld zł oszczędności) (źródło).

Resztę zapewne pokryją tradycyjnie z podwyżki podatków i danin.

 

Alternatywa: obniżka podatków

 

Zła wiadomość jest taka, że prawie z partii nie jest skłonna obniżyć podatki, poprzez cięcie kosztów. Wyjątek to Wolność oraz w pewnym stopniu Kukiz 15. W ich postulaty zawierają min. likwidację: gabinetów politycznych, zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30 tys (Kukiz) lub nawet całkowita likwidacja PITu (Wolność). Ich dokładne programy na wybory są jeszcze w opracowaniu, ale z wypowiedzi i deklaracji można wnioskować, że celem jest zmniejszenie wydatków i tym samym obniżka podatków (źródło).

 

Czy to możliwe?

 

Zdaniem Konrada Daniela z PodziemnejTV jak najbardziej. Przytoczę tu jego rozważania z aktualnymi przeze mnie danymi, ale wynik wychodzi podobny. Obniżka podatków jest możliwa, gdy wyeliminujemy część wydatków państwa.

 

Jeżeli postawimy na typowo liberalny wariant państwa minimum (do czego dąży partia Wolność Korwina) bazując na danych z 2016 roku (źródło):

 

  1. Emerytury i renty 236 mld zł
  2. Bezpieczeństwo wewnętrzne i wymiar sprawiedliwości 30 mld zł
  3. Obrona narodowa: 32 mld

 

To jest absolutne minimum, aby nasze państwo istniało. Nie można zlikwidować wypłaty emerytur i rent, aby nie doprowadzić do olbrzymich niepokojów społecznych, a nawet wojny domowej. Po odliczeniu państwo minimum kosztuje obywateli zaledwie 298 – 300 mld, a nie 781 mld rocznie jak w 2016, co oznacza, że można niemal całkowicie pokryć z samego wpływu z VAT oraz CIT ( czy nawet 250 mld z 2016), a PIT zapewniłby nam nadwyżkę budżetową  poprzez wpływ 76 mld.I wszystko to bez dochodów ze składek ZUSu, które można byłoby zlikwidować, a które przyniosłyby rozwój gospodarczy i wpływy z innych podatków szczególnie z VAtu.(A więc z VAT i ceł byłoby więcej niż 249 mld w 2018!)

 

Jednak ta koncepcja jest trudna do zaakceptowania w społeczeństwie, gdzie bazując na sondażach poparcia dla partii, obywatele raczej wymagają państwa opiekuńczego. Dodatkowo należałoby zmienić konstytucję, ponieważ gwarantuje ona dostęp do edukacji i służby zdrowia i uniemożliwia ich całkowite sprywatyzowanie. Taka wersja przerzuca również na obywateli pewną odpowiedzialność i konieczność odkładania na własną emeryturę czy zadbanie o ubezpieczenie medyczne oraz zapewnienie sobie wykształcenia i swoim dzieciom wykształcenia.

 

Zresztą nie musimy od razu drastycznie przechodzić na państwo minimum. Wystarczy po prostu stopniowo zmniejszać wydatki państwa. Oszczędności można uzyskać likwidując wydatki na:

 

  1. Instytucje polityczne: 5 mld
  2. Sport i turystykę 6 mld
  3. Kultura i media 10 mld
  4. Rynek pracy 17 mld
  5. Gospodarka 10 mld
  6. Rolnictwo 12 mld

 

Większość z tych rzeczy powinny i tak być realizowane przez organizację pozarządowe i podmioty gospodarki rynkowej. Zaczynając od powyższych wydatków można zacząć myśleć jak sprywatyzować służbę zdrowia i edukację. Na pewno pewne obszary np. wydatki na ochronę środowiska i spółki należałoby dla bezpieczeństwa zostawić w rękach państwa np. Orlen (zobacz film).

 

——————————————————————————————————————–

 

Co ze środkami na pomoc społeczną wynoszącą 69 mld w 2016 roku? Moim zdaniem, te te środki przekazałbym godnym zaufania organizacjom pozarządowym, które same mają rozeznanie kto rzeczywiście potrzebuje pomocy. A urzędnicy państwo i ograniczyli się jedynie do kontrolowania czy pieniądze faktycznie trafiają tam gdzie trzeba.

 

———————————————————————————————————————

 

Podsumowanie z moją opinią

 

Przypominam również, że moja opinia nie jest stanowiskiem Fundacji FKID, która z zasady jest apolityczna i nie związana z żadną religią.

 

Nie ma czegoś takiego jak pieniądze publiczne. To nadal są pieniądze obywateli, które oddają państwu w zamian za ochronę w różnych sferach.

 

Pomimo, że jestem zwolennikiem zmniejszania wydatków państwa, by obniżyć podatki, nie widzę szans na to, że społeczeństwo zrozumie ten punkt widzenia i w dodatku zacznie gwałtownie domagać się by klasa polityczna zaczęła te reformy, które uderzą w jej interesy.

 

Tendencja przez ostatnie dwie dekady pokazuje że liczba urzędników rośnie z niemal każdym rokiem i związane z tym wydatki, a państwo nadal samodzielnie redystrybuuje dobra obywateli, co generuje kolejne koszty.

 

By dać 500+ jednemu obywatelowi, najpierw musi mu i komuś innemu zabrać kwotę 500 zł i dodatkowe pieniądze na obsługę aparatu urzędniczego, który tę pieniądze będzie oddawał, po wyprodukowaniu stosownej papierologii. Korwin często sięga po argument, że by dać 500 zł, trzeba zabrać 700 zł. I nawet jeśli 700 zł to o wiele zawyżona suma, to mechanizm jest podobny.

 

Zarówno w moje opinii jak i Pana Konrada Daniela z PodziemnejTV, politycy nie chcą odchudzić budżetu państwa o wydatki na świadczenia i w szczególności na urzędy, ponieważ partie traktują państwo po wyborach jak worek z łupami, które stanowią nagrody dla swoich popleczników.

 

O ile można się spierać, gdzie możemy pozwolić sobie na eliminację wydatków i przekazanie kompetencji państwa w różnych sferach, jestem przekonany, że można i trzeba tak zrobić.

 

Wydaje mi się, że pieniądze które są mi zabierane przez państwo jako składki ZUS, powinny trafić na moje prywatne konto emerytalne. I wtedy koszty państwa maleją i ja więcej pieniędzy zobaczę na emeryturze. I nawet jeżeli nie byłoby takiego ustawowego obowiązku, żeby założyć takie konto, i tak bym musiał to zrobić. W przeciwnym wypadku mógłbym mieć pretensje tylko do siebie!

 

Po prostu lepiej byłoby traktować obywateli jako odpowiedzialnych ludzi, co de facto większość z nich zmusiłoby do odpowiedzialności. Skoro tzn. pieniądze publiczne są i tak pieniędzmi obywateli, powinny nimi dysponować w jak największym możliwym stopniu.

----------
autor wpisu: Łukasz Lewicki

źródło ikony wpisu: pixabay
2019-05-23T16:31:29+00:00 Maj 23rd, 2019|Świadomy Obywatel|
//